Unia Polityki Realnej sprzeciwia się próbom rozszerzenia państwowej kontroli nad procesem wychowania. Uważamy, że tylko rodzina jest instytucją kompetentną i mającą moralne prawo do decydowania o tym, co jest dobre dla dzieci, a rządowy projekt ustawy o Narodowym Instytucie Wychowania stanowi przykład ingerencji polityków w sferę, do której nie mają uprawnień.
Aby móc go ocenić, należy wpierw zastanowić się nad przyczynami obecnych problemów wychowawczych. To zaś wymaga odpowiedzi na to, kto jest odpowiedzialny za wychowanie dzieci. Szybka analiza wskazuje dwa ośrodki, które świadomie mogą kształtować umysły najmłodszych obywateli społeczeństwa: rodzinę i państwo. Jest jasne, że w stanie naturalnym, w którym państwo nie interweniuje, to rodzina ma całkowity wpływ na dzieci. Aby to zmienić, państwo musi narzucić za pomocą aparatu przemocy preferowane przez siebie rozwiązania. I państwo polskie taką ingerencję przeprowadza, nieustannie zmuszając dzieci i młodzież do nauki w rządowych lub zatwierdzonych przez rząd instytucjach edukacyjnych. Robi to między innymi dlatego, że cele rodziców i państwa nie są zbieżne; w interesie rodziców leży przede wszystkim dobro ich dzieci, natomiast dla państwa kontrola nad procesem wychowania daje niespotykane możliwości wpływu na sposób myślenia i poglądy swoich obywateli. Nieprzypadkowo szczególne zainteresowanie państwową ingerencją w wychowanie przejawiały organizacje i instytucje, które najchętniej zdusiłyby w społeczeństwie wszelką różnorodność. W 1922 roku członkowie Ku Klux Klanu przeforsowali w stanie Oregon przepis delegalizujący szkoły prywatne i nakazujący wszystkim dzieciom uczęszczanie do szkół publicznych, a zamiłowanie rozmaitych reżimów totalitarnych do idei publicznej edukacji jest powszechnie znane i nie wymaga komentarza.
Patrząc na to w ten sposób, widzimy, że państwo jako takie nie może wzmacniać wychowawczej funkcji rodziny - jedyną bowiem rzeczą, jaką może jej uczynić, jest ingerencja przemocą lub propagandą w ustalony przez nią proces wychowawczy. Dlatego najważniejszym zadaniem instytutu powinno być dążenie do wprowadzenia takich rozwiązań prawnych, które oddadzą rodzicom realną władzę nad dziećmi, w szczególności poprzez wycofanie się państwa ze sfery edukacji.
Jeśli bowiem zastanowić się nad źródłami patologii, które instytut ma zwalczać, to nie sposób ich szukać po stronie rodziny. Jest ona instytucją istniejącą od tysięcy lat i nie ma przesłanek do szukania winy po jej stronie. Tym natomiast, co zostało w życie społeczeństwa wprowadzone stosunkowo niedawno, jest interwencjonizm państwowy. Rząd znacjonalizował dzieci przyznając sobie prawo do decydowania o całym ich procesie edukacyjnym, zmuszając je do uczęszczania do kiepskich, wyrabiających posłuszeństwo wobec władzy i zatwierdzonych przez nią szkół. W dodatku wysokie podatki, biurokracja i budżetowe marnotrawstwo uniemożliwiają obywatelom efektywną pracę. W efekcie rodzice nie dość, że nie mają większego wpływu na edukację swoich dzieci, to jeszcze zmuszeni są pracować ponad siły i często nie są w stanie poświęcać dość czasu rodzinie. To działania państwa są zatem główną przyczyną omawianych problemów wychowawczych i to państwu, a nie rodzicom, należy odebrać kompetencje w wychowywaniu dzieci. Próba rozwiązania problemu poprzez tworzenie nowego urzędu świadczy o braku zaufania wobec rodziny i przypomina gaszenie pożaru benzyną.
Krzysztof Jurewicz
Sekretarz Generalny UPR