„Dziennik” z 28 VII informuje o pomysłach Prawa i Sprawiedliwości na ochronę małoletnich przed szkodliwymi treściami. Jak czytamy w poselskim projekcie ustawy, regulacji przez nowo projektowane Centrum Dobrych Mediów miałyby podlegać treści rozpowszechniane poprzez każdy środek materialny i niematerialny [...] umożliwiający dotarcie do nieokreślonego kręgu osób
.
Oznacza to w szczególności objęcie kontrolą urzędu gier wideo i programów komputerowych, radiofonii i telewizji, prasy, komiksów, reklam, filmów oraz portali internetowych (łaskawie wyłączono z tego grona środki przekazu takie, jak dzienniki i serwisy informacyjne). Każda treść rozpowszechniana za ich pomocą miałaby zostać oznakowana jednym z sześciu stopni szkodliwości dla małoletnich. Posłowie chcą zakazać rozpowszechniania przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich
, a także reklam uznanych za szkodliwe dla osób powyżej 3. roku życia.
Abstrahując od tego, że pomysły te są niezgodne z art. 54 ust. 2 Konstytucji RP, który zakazuje cenzury prewencyjnej, konsekwentna ich realizacja doprowadziłaby do rozrostu biurokracji i zwiększenia korupcji. W takim systemie możliwość publikowania byłaby bowiem uzależniona od widzimisię urzędnika, który potencjalnie każdą treść mógłby uznać za nazbyt szkodliwą. W rezultacie przedsiębiorcy, oprócz nakładanego przez projekt standardowego haraczu w wysokości 100zł, mogliby być zmuszeni do płacenia także drugiego, wręczanego urzędnikowi w kopercie. Rozumiemy, że byłby to doskonały materiał dla pracowników Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ale mimo wszystko tak patologiczne zależności musimy uznać za niedopuszczalne z punktu widzenia swobody publikacji, a więc również interesów polskiego podatnika i konsumenta.
Autorzy projektu deklarują oczywiście jak najlepsze intencje. Poseł Jacek Kurski (PiS) stwierdził: Uświadomiłem sobie, że jeśli nic nie zrobimy, dzieci będą się nam wychowywać w spaczony sposób.
I tu się zgadzamy. Istotnie, stan, w którym państwo zakazuje rodzicom samodzielnego wychowywania swoich dzieci i wysyła je do kołchozu, nad którym mają oni niewielką kontrolę, a wyzysk podatkowy zmusza matki do poszukiwania pracy i zaniedbywania spraw rodzinnych, musi doprowadzić do sytuacji, w której opieka rodzicielska nad dzieckiem sprowadza się li tylko do włączenia mu telewizora lub komputera. Jest to efekt konsekwentnych działań poprzednich rządów, w tym PiS-owskiego Ministra Edukacji i Nauki Michała Seweryńskiego, który popierał obniżenie wieku przymusu szkolnego. To, co się nam obecnie proponuje, to oddanie urzędnikom uprawnień do decydowania o tym, jakie treści są dobre dla dzieci i pozostawienie rodzicom jedynie roli administratorów, którzy przypilnują, aby syn/córka oglądały programy zaakceptowane przez rząd. Tymczasem to właśnie rząd jest w tej sprawie problemem, a nie jego rozwiązaniem. Urzędnicy nie mają kompetencji decydowania o tym, co jest dobre dla dzieci, a uzurpując je sobie doprowadzają do rozkładu rodziny. Jeśli PiS chce zrobić coś naprawdę dobrego dla dzieci, niech odda rodzicom realną władzę nad nimi i pozwoli rodzinie spędzać więcej czasu ze sobą. Droga do tego jest prosta - jest nią obniżenie podatków, likwidacja zbędnej biurokracji, przymusu szkolnego i prywatyzacja państwowego szkolnictwa. Najlepszą polityką prorodzinną jest wolność.
Krzysztof Jurewicz
Sekretarz Generalny UPR